Artykuł · Miłkowskie historie

Od Bitwy pod Oleszycami do Miłkowa

Mam na imię Michał. Od kilku lat moją największą pasją jest historia, a w szczególności okres wojen napoleońskich, II wojny światowej oraz dzieje mojej małej ojczyzny. Najbardziej fascynują mnie miejsca, ludzie i wydarzenia związane z moją najbliższą okolicą.

Z czasem zrozumiałem, że jeśli my – młodsze pokolenie – nie zaczniemy pielęgnować pamięci o tych, którzy odeszli, ich historie umrą wraz z ostatnimi świadkami. Bardzo chcę temu zapobiec. Wierzę, że przeszłości nie trzeba wyłącznie wertować w książkach – można ją fizycznie odtworzyć, dotknąć i w ten sposób uratować od zapomnienia.

Jednym z najważniejszych projektów, jakie do tej pory stworzyłem, była makieta Bitwy pod Oleszycami. To właśnie ona pokazała mi, że moja pasja może zaprowadzić mnie znacznie dalej, niż początkowo przypuszczałem. Makieta wzbudziła spore zainteresowanie, dzięki czemu trafiłem również do Instytutu Pamięci Narodowej. Spotkałem tam ludzi, którzy potraktowali moje zainteresowania całkowicie poważnie. Pokazali mi, że warto robić to, co się kocha, niezależnie od wieku. Każde kolejne spotkanie przynosiło nowe pomysły i utwierdzało mnie w przekonaniu, że warto próbować. Wtedy zrozumiałem, że historia to coś więcej niż suche daty i podręcznikowe opisy. To przede wszystkim opowieść o konkretnym człowieku, o jego domu, rodzinie i miejscu, w którym żył.

Ogromne wsparcie otrzymałem również tutaj, w mojej rodzinnej gminie. Chciałbym serdeczni podziękować panu burmistrzowi Michałowi Jabłońskiemu, pracownikom Miejsko Gminnego Ośrodka Kultury, pani dyrektor Annie Gryniewicz a także pani dyrektor biblioteki Irenie Janiszkiewicz . To osoby, które mocno mi kibicują, interesują się moją pracą i pomagają mi rozwijać kolejne pomysły. To właśnie dzięki ich życzliwości mogłem naprawdę rozwinąć skrzydła.

Pamiętam, jak po jednym z wywiadów pani redaktor zapytała mnie, jakie będą moje kolejne kroki, skoro poprzedni projekt spotkał się z tak dobrym odbiorem. Nie miałem wtedy gotowego planu. Powiedziałem tylko jedno słowo: Miłków. I zupełnie nie wiedziałem jeszcze, dokąd mnie ono zaprowadzi.

O Miłkowie słyszałem już dużo wcześniej od mojego dziadka. Opowiadał mi o dawnych osadach i o miejscach, do których jeździł jako dziecko. Tyle że mówił o wsi, której fizycznie już wtedy nie było. Wspominał sady, jabłka, które tam zbierał, domy, podwórka i płoty. Wtedy były to dla mnie po prostu opowieści dziadka. Dopiero później zrozumiałem, że opisywał mi świat, który został całkowicie wymazany.

Pierwsze kontakty z osobami zajmującymi się historią Miłkowa pojawiły się dzięki mojej mamie. Skontaktowała się z panem Markiem Buczko ze Stowarzyszenia Miłków – Niezapomniana wieś, który pomógł zorganizować spotkanie z panem Janem Cieplickim. Pojechaliśmy wtedy w teren, prosto do Miłkowa. To był dla mnie niezapomniany czas. Miejsce, które dotąd znałem wyłącznie z rodzinnych wspomnień, nagle stało się namacalne. Zacząłem głębiej poznawać historię tej wsi i ludzi, którzy od lat próbują ocalić ją od zapomnienia.

Niedługo potem mama przyniosła mi książki pana Jana Kucy. Zacząłem czytać, szukać, pytać i układać te informacje w całość. Pojawiały się kolejne osoby, które pamiętały Miłków albo badały jego losy. I wtedy dostrzegłem coś, czego wcześniej nie rozumiałem – jak wiele osób wciąż nosi tę wieś głęboko w sobie.

Tak rozpoczęła się moja próba odtworzenia Miłkowa. Na początku wydawało mi się, że największym wyzwaniem będą duże budynki. Szybko jednak przekonałem się, jak bardzo się myliłem. Prawdziwą trudnością okazały się detale.

Nieustannie szukam zdjęć i weryfikuję informacje. Staram się ustalić, jak dokładnie wyglądały dawne chaty, z jakich materiałów je budowano, czym były kryte i jakiej wielkości miały okna. Szukam śladów po dawnych podwórkach, sadach, pasiekach i ogrodzeniach. Im więcej wiem, tym więcej pojawia się pytań. Ale właśnie to jest w tym wszystkim najciekawsze, ponieważ odtworzenie dawnej wsi nie polega jedynie na zbudowaniu kilku miniaturowych domów. Trzeba spróbować zrozumieć, jak żyli ludzie.

Najtrudniejszą rzeczą, jaką do tej pory próbowałem zrekonstruować, okazał się... zwykły płot. Proste, wręcz prymitywne ogrodzenie z patyków. Dzisiaj może wyglądać niepozornie, ale dawniej takie płoty stanowiły nieodłączną część codzienności. Oddzielały ogrody, chroniły uprawy przed zwierzętami i wyznaczały granice obejścia. Były czymś tak pospolitym, że prawdopodobnie nikt nie uważał ich za rzecz wartą uwiecznienia na fotografii. A właśnie takie drobiazgi najtrudniej dziś odnaleźć.

Ten płot dał mi ważną lekcję. Zrozumiałem, że historia nie składa się wyłącznie z wielkich wydarzeń, pałaców i kościołów. Ona kryje się również w splecionych patykach, w starej studni, stodole, ulu czy małym okienku wiejskiej chaty. Jest ukryta w śladach po domach, po których dziś pozostał jedynie pusty plac.

Dlatego chcę odtworzyć nie tylko budynki, ale cały mikrokosmos Miłkowa – tak, jak wyglądał w czasach, kiedy życie płynęło tam spokojnie, a mieszkańcy nie mieli pojęcia, jaka tragedia ich czeka. Pragnę pokazać dawną codzienność wsi, w której przez pokolenia, w pełnej tolerancji i szacunku, żyły obok siebie trzy nacje: Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Moim wielkim marzeniem jest przypomnienie, że taka zgoda była możliwa, i przekazanie światu prostego przesłania: potrafimy żyć obok siebie bez wojen, jeśli tylko szanujemy się nawzajem.

W tej pracy ogromną pomocą są dla mnie ludzie, którzy dzielą się ze mną swoją wiedzą. Szczególnie cenne są dla mnie rozmowy z panem Janem Kucą i panem Janem Cieplickim, a swoim zawodowym doświadczeniem wspiera mnie również pan Łukasz Podolak z Instytutu Pamięci Narodowej. W sprawach technicznych zawsze mogę liczyć na mojego dziadzia, Zenona Mroza, który pomaga mi przelać te wizje na konkretne formy. Jestem głęboko wdzięczny wszystkim, których spotkałem na tej drodze. Dzięki nim mam świadomość, że makiety, nad którą pracuję, nie buduję wyłącznie z drewna czy patyków. Buduję ją przede wszystkim z ludzkich wspomnień.

Chciałbym, aby moja praca nie była jedynie suchym eksponatem. Pragnę, by ożywiła świat, którego już nie ma, ale który wciąż trwa w rodzinnej pamięci. Jeśli uda mi się sprawić, że syn, córka lub wnuk dawnych mieszkańców spojrzy na tę makietę i powie w duchu:

„Dokładnie tak opowiadał mi ojciec”,

albo:

„W tym miejscu, według wspomnień mojej babci, rósł nasz rodzinny sad”,

„Identyczny płot pamiętam z opowieści z dzieciństwa”

– wtedy będę wiedział, że było warto. Może właśnie tak, poprzez pielęgnowanie tych drobnych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie skrawków pamięci, można ocalić od zapomnienia miejsce, które dawno zniknęło z powierzchni ziemi.

A wszystko zaczęło się od jednego słowa. Miłków.

Profil autora na Facebooku ↗

Powstająca makieta Miłkowa

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć. Przycisk 1:1 pokazuje pełny rozmiar.

Model budynku krytego strzechą
Model budynku krytego strzechą
Detale drewnianej zabudowy
Detale drewnianej zabudowy
Praca nad ogrodzeniem z patyków
Praca nad ogrodzeniem z patyków
Warsztat modelarski — elementy dachów
Warsztat modelarski — elementy dachów
Powstające modele zabudowy
Powstające modele zabudowy
„Młody Kronikarz – Miłków” — materiał promocyjny
„Młody Kronikarz – Miłków” — materiał promocyjny

Autor tekstu: Michał Grabik.

Źródło: tekst, fotografie i materiał promocyjny przekazane do archiwum strony.

← Wszystkie artykuły i posty
Dopasuj Otwórz oryginał ↗