Wołyń — pamiętamy
W tych dniach obchodzimy 83 rocznicę Krwawej Niedzieli na Wołyniu. UPA, oraz podobne jej organizacje w swoim ideologicznym założeniu przyjęły strategię usuwania z terenów Kresów Polaków. W pierwszej kolejności jako pierwsi ich morderczym działaniom poddani zostali leśnicy, agronomowie, kadra zarządzająca zakładami pracy. W następnej kolejności ofiarami zostali zwykli ludzie żyjacy od dawien dawna po sąsiedzku. Ich jedyną winą było to , że byli Polakami. Ogrom ich bestialstwa w stosunku do Polaków był ogromny. W naszej najbliższej okolicy przykładem niech bedzie mord na Polakach w Ulicko - Seredkiewicz. To miejscowość leżąca w pobliżu Magierowa, bardzo blisko Lubaczowa. Ci, którzy uniknęli szczęśliwie najgorszego uciekali w popłochu w okolice Rawy Ruskiej i Lubaczowa. Do dnia dzisiejszego ulica gen. Dąbka w Lubaczowie zwana była " Ulickiem " z racji osiedlenia się tam wielu uciekinierów z tej miejscowości. Jeżeli chodzi o Miłków, to wieś ta znajdowała się w planach UPA - jako ta leżąca na odludziu , pośród lasów. Takie należało bezwzględnie wykorzenić. W znacznej mierze ułatwili im to Sowieci dokonując deportacji. Gdy w 1942 roku po ucieczce Rosjan we wsi pojawiło się około 60 dawnych mieszkańców, to poddani zostali terrorowi. Sporo ich zginęło aż do 1946 roku. Znamienny przykład dotyczy uciekiniera z Ulicka - Seredkiewicz Michała Majdana. Przez Lubaczów, wraz z synem swej siostry dotarł do Miłkowa. Tam na swej drodze spotkał Marię Cieplicką. Kobieta dała się zmanipulować sowieckiej propagandzie. Młodym kobietom Sowieci obiecywali świetnie płatną pracę we Lwowie. Była to szansa na wyrwanie sie z biednej wsi i możliwość zarobienia własnych pieniędzy. To jednak Sowieci. Zamiast do Lwowa biedne kobiety trafiły do Krzywego Rogu, gdzie zmuszono je do ciężkiej pracy w cegielni. Po pewnym czasie ojciec Marii zaczął wypytywać o jej losy. W urzędach przejętych przez Sowietów dowiadywał się, że dziewczęta świetnie zarabiają i się doskonale bawią. Ot - tempa sowiecka propaganda. Obiektywna prawda przyszła w liście z Krzywego Rogu. Maria - nie chcąc zbytnio frustrować zrozpaczonych rodziców, napisała , że jest jej dobrze. Prosiła jednak o przysłanie chleba , smalcu i cukru. Na wieść o tym, że Sowieci opuścili Miłków, dotarła na pieszo do Besarabskiej Anówki. Tam też nie zagrzała długo miejsca. Z grupą 12 osób postanowili pieszo wrócić do Miłkowa. Długo trwała wędrówka o chłodzie i głodzie. Jedna z uczestniczek nie dotarła. Pochowali ja na ukraińskiej ziemi, stawiając krzyż z brzozowych gałązek. Po powrocie Maria zamieszkała w rodzinnym domu, już mocno ograbionym. Tam też poznała Michała. Zawarli związek małżeński. 09 IV 1944 roku, w wielkanocny poniedziałek nocą banda UPA zabrała Michała z domu. Krzyki i błagania Marii na nic się zdały. Po dwóch dniach pod ławeczkę koło ich domu podrzucili dowód osobisty i książeczkę do modlenia. Ciała nigdy nie odnaleziono. Michał Majdan i Maria Cieplicka - Majdan to rodzice Oli Grabowskiej, urodzonej w Miłkowie. Obrazowo rzecz ujmując, zdarzenie to miało miejsce w pobliżu widocznego i odnowionego Krzyża Pokutnego. Ile podobnych historii się wówczas wydarzyło, tego dokładnie nie wiemy? Szacuje się , że w samym Miłkowie z rąk UPA zginęło około 20 osób. Gdyby do tego dołożyć ofiary z okolicznych sąsiednich miejscowości to liczba bedzie wielokrotnie wieksza.
Znamy losy okrutnie potraktowanej rodziny Kuców. Z rąk band UPA zginęły młode dziewczyny Aniela i Rozalia, oraz będący już w starszym wieku Bartłomiej. Nie bedę tutaj wymieniać wszystkich , którzy utracili życie w tym czasie, gdyż nie dysponuję oryginalnymi materiałami i dokumentami.
Poprzednie posty dotyczyły tej części Miłkowa, gdzie rozegrały się tragiczne wydarzenia z okresu września 1939 zakończone deportacją w styczniu roku 1941. Symbolem początku Miłkowa jest dąb nazwany przeze mnie " Witaczem. Kończąc wizytę w Miłkowie, znajdziemy się na końcu Wólki Miłkowskiej. Niedaleko od ostatniego zabudowania / Ożański /, warto zobaczyć tkzw. dąb Kunasza. To sporych rozmiarów drzewo noszące nazwę od placu gospodarza o tym samym nazwisku. Ciągnie się za nim zła sława. Na jego konarach widoczne były pętle z drutów kolczastych zakładane tym, którzy stawali na drodze UPA. Słyszałem takie opowieści, że w ten sposób życie zakończył Ludwik Gancarz, brat Józka Gancarza, znanego czytelnikom książek Jana Kucy.
Dzisiaj ów symbol śmierci stracił już jedną z odnóg. Może brzemię bólu i cierpienia przyczyniło się do tego? Jego los ,wkrótce będzie znany. Zamieni się w stos próchna. Może warto już teraz pomyśleć o jakimś krzyżu, który upamiętni ofiary???
W ten czas poświecony ofiarom Rzezi Wołyńskiej wspominajmy także ofiary urodzone i mieszkające w Miłkowie. CZEŚĆ ICH PAMIĘCI !!!!!
Fotografie i skany
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć. Przycisk 1:1 pokazuje pełny rozmiar.
