Miłków – zaginiona wieś

„Wiadomości Mołodycza” – 55. rocznica zniszczenia Miłkowa

POWRÓT


PRZEPĘDZIŁEM KAPITALISTÓW I BURŻUJÓW, A TERAZ SAM WRACAM DO NIEBA

1630 – 1941 - 1996

W 55 ROCZNICĘ ZNISZCZENIA MIŁKOWA

Na północny wschód od Mołodycza, na północ od Kaczmarzy, w dolinie rzeczki Bech położona była wieś MIŁKÓW. Jej historia została jut zamknięta, dlatego możemy powiedzieć, że wieś ta istniała dokładnie 310 lat. Ostatnio odkryte dokumenty wskazują, że zarejestrowana została w, 1630 roku. W różnych okresach była własnością Sieniawskich Czartoryskich i Sapiehów. Legendy mówią o tym, że już znacznie wcześniej istniała tu osada, ale została zniszczona przez Tatarów, podobnie jak osada Ruczkalka. Miłków wg tych samych przekazów mieli odbudowywać jeńcy tatarscy i inni, a wielu z nich pozostało tu już na stałe. We wsi mieściło się probostwo greko-katolickie, w 1909 roku w miejsce starej drewnianej poświęcona została nowo wybudowana - murowana - urządzona z wielkim kunsztem cerkiew pod wezwaniem Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny. Jednym z głównych organizatorów budowy cerkwi był długoletni proboszcz tej parafii ks. Wasyl Paraszczak. Przez wiele lat swojej służby w Miłkowie sporo sił i starań włożył w rozwój tej wsi. Jego życzeniem było i po śmierci zostać wśród swoich parafian. Pochowany został  w centralnym miejscu miłkowskiego Cmentarza, a jego grób mimo wielu zawieruch przetrwał do dziś.

W pobliżu Miłkowa w kierunku zachodnim prosperowała pod koniec XIX wieku huta szkła, stąd też tą małą osadę nazywano Hutą Miłkowską. Mieszkali tu hutnicy, mieli też swoją kaplicę z obrazem Matki Bożej Bolesnej. Huta pozostawała w zależności z klasztorem ojców Dominikanów w Jarosławiu. Po upadku tejże huty kaplicę przeniesiono do Miłkowa i tu służyła rzym-katolikom do roku 1936, kiedy to wybudowano nową - poświęconą pod wezwaniem M.B. Częstochowskiej: kaplica była ekspozyturą parafii w Oleszycach. Dzień odpustu 26 sierpnia byt wielkim świętem, na które licznie dążyli wierni z okolicznych wsi. Uroczystość uświetniła swoją obecnością orkiestra wojskowa 39 Pułku z Jarosławia, któremu podporządkowany był istniejący we wsi Polski Związek Strzelecki. We wsi kwitnie życie kulturalne, organizowane głównie przez nauczycieli miejscowej szkoły – małżeństwo Dobrowolskich.

Co najmniej trzy razy w roku odbywają się wielkie festyny, oraz rozgrywki sportowe, głównie piłki siatkowej. Miłków w tym czasie łączą bardzo bliskie związki z Mołodyczem, dobre stosunki utrzymują księża, organizacje związku Strzeleckiego, drużyny sportowe, do Mołodycza chodzą ludzie na przedstawienia organizowane przez siostry zakonne w ochronce ('Miecz Damoklesa'). Rozkwit wsi przerwał wybuch II wojny światowej.15.IX.1939 r. miała tu miejsce mała potyczka żołnierzy 21 DP gen. J. Kustronia z Niemcami, spłonęło kilka zabudowań. 28 września po wycofaniu się Niemców Miłków zajęła Armia Czerwona. Na północ od wsi wytyczono granicę między Niemcami a Związkiem Radzieckim (zima 1940 r).

            W dniach 19-21 stycznia 1941 roku wieś praktycznie przestała istnieć. Z owych wydarzeń mamy bardzo mało relacji pisemnych, bądź też jeszcze o nich nie wiemy, stąd bardzo cennymi wydają się być wspomnienia ks. Józefa Mroczkowskiego z Oleszyc opublikowane w 17 numerze 'Kwartalnika AK”. Oto fragmenty tych wydarzeń: ”(...).  W styczniu 1941 r. wśród ciężkiej zimy i zamieci śnieżnych przyszedł rozkaz pakowania swego mienia i wyjazdu do Besarabii.

            Rozpoczął się straszny – jakby pogrzebowy pochód tych ludzi, a przeżycia z nim związane trudno jest opisać. Biedne, głodne i zziębnięte, źle odziane dzieci z nóżkami owiniętymi sianem wieziono obok leżących chorych i starców. Pewna kobieta – w 2 dni po połogu – szła z Miłkowa piechotą wraz z innymi; sekretarz gminy przyprowadził ją do plebańskiej kuchni, aby ja ciepłą strawą wzmocnić do dalszej drogi. Były wypadki nagłych, ciężkich zachorowań i omdleń. Około 2 tysiące podwód brało udział w przewożeniu ludzi i ich mienia. Trzy dni trwało przewiezienie całej wsi z Miłkowa do stacji kolejowej w Oleszycach. Ludzi ładowano do zimnych, brudnych, bydlęcych wagonów. (...)

            Okrężną drogą - aż przez Stare Sioło - wieziono zmarznięte krowy, ale i tak nie ominięto zasp śnieżnych. Dla rozgrzania bydła palono na drodze ogniska. Luny ognia na tle nocy i ciemne, umęczone postaci wędrowców przydawały wyprawie beznadziejności i tragizmu.

            Złorzeczenia i przekleństwa, jęk kobiet, płacz dzieci, rżenie koni, ryk bydła - mieszały się razem w jedną bolesną skargę, której się nie da wyrazić słowami. Jak tylko „oczyszczono” z życia graniczną wieś Miłków - to na jej teren z worami pojechali Żydzi i zagrabili resztę tego, co jeszcze zostało Domy w większości rozebrano i zniszczono. Tam, gdzie niedawno kipiało życie - pozostała pustka i niema martwota. Rzewnie wyły bezdomne psy, opłakując smutny los swoich żywicieli. (...)

            Straszny los spotkał cerkiew w Miłkowie, oraz drewnianą kapliczkę. Miejscowy proboszcz grecki, ks. Płachta zaskoczony został wysiedleniem tak, że z opieczętowanej cerkwi nie zdążył prawie nic uratować. Bezbożne ręce oprawców zamieniły wyposażenie wnętrza w stos zniszczonych przedmiotów kultu i śmietnik. Z kapliczki udało się uratować prawie wszystko; jednak sam budynek ucierpiał więcej jako drewniany niż cerkiew. Krzyż z kaplicy zdarto i złamano, ołtarze splugawiono, zdjęto blachę z całego dachu i jako cenny materiał - zrabowano, zerwano podłogę. Pozostałe figury i obrazy pokłuto bagnetami i oszpecono. Jednej z drewnianych figur z ołtarza bolszewicy odrąbali głowę, drugiej oszpecili twarz i włożyli na głowę starą wojskową sowiecką czapkę. Postawiona na rozstajnych drogach figura św. Archanioła trzymała w ręce kartkę z napisem rosyjskim: ”przepędziłem kapitalistów i burżujów,  a teraz sam wracam do nieba”. Kolumny z rzeźbionymi figurami i ogrodzenie od figur zostały umyślnie użyte do budowy psiej budy na zastawie granicznej w Hucie Miłkowskiej (...).

            W 1942 roku po zajęciu tych terenów na powrót przez Niemców Miłków znów zaczął się odradzać. Zamieszkiwało tu 45 Rusinów, 19 Polaków, 4 Żydów i 1 Moskal. Wszyscy oni wrócili z Besarabii lub  z okolicznych wsi, gdzie się ukryli przed wywózką. Całkowicie życie zamarło tu w latach 1945-46, a zniszczeń dopełniono w latach 50-tych niszcząc murowaną cerkiew, ale to działo się już w innych czasach i za przyzwoleniem innych władz.

            W obecnym czasie byłych mieszkańców Miłkowa najczęściej można spotkać w Cewkowie, Dzikowie, Oleszycach są także w Mołodyczu.


J.K