W kategoriach cudu?
W ostatnich dniach razem z Agnieszką zajmowaliśmy się poszukiwaniem wiadomości o leśnikach pracujących w okresie międzywojennym w na terenie miłkowskich lasów. W publikacjach na ten temat nie ma zbyt wiele. O niektórych z nich pisze Jan Kuca w swoich książkach o Miłkowie. Oparłem się także na wydawnictwie "60 lat Służby Lasów Państwowych W Nadleśnictwie Oleszyce ''pani Grażyny Zagrobelnej. W głównej mierze korzystaliśmy ze wspomnień i fotografii od rodzin bezpośrednio związanych z ludźmi, którzy takie funkcje sprawowali. Upływ czasu a także znikoma ilość dokumentów nie pozwala ze 100 procentową pewnością stwierdzić, że uzyskana w ten sposób wiedza jest absolutnie pewna. To, co uzyskaliśmy w tym momencie to tylko część historii. Pracowało tam wielu leśników, nie o wszystkich posiadamy wiedzę. Zatem jeżeli ktoś z potomków chciałby się taką
z nami podzielić to będziemy wdzięczni i te informacje zostaną wykorzystane w tworzeniu sieci tablic informacyjnych ulokowanych przy starej drodze miłkowskiej. Wymieniamy nazwiska Malachów , Cybulskich, Tereszkowskiego, Michała Kozickiego, Jana Lichacza i Stanisława Racibora
Teraz relacja z poszukiwania potomków z rodziny Stanisława Malacha - leśniczego z Huty Miłkowskiej w dobrach hrabiny Stelli Borkowskiej ze Lwowa. Już wcześniej informowaliśmy, że dwaj synowie Stanisława byli leśnikami . Starszy Jan po poślubieniu Katarzyny Cieplickiej był gajowym w Maczugach - niedaleko Surmaczówki i Mołodycza. To także niewielka odległość od Miłkowa. Młodszy Adam kształcił się w Krzemieńcu Podolskim a dokładniej w Białokrynicy , w szkole średniej o profilu leśnym. Jednocześnie związał się z wojskiem . Ponadto był wielce utalentowanym człowiekiem. Miał niesamowite zdolności plastyczne. Po szkole zamieszkał we Lwowie ale często przebywał też w Miłkowie. W czasie wojny działał w AK. Już opisywaliśmy jak w 1941 roku, chcąc odwiedzić matkę został w okolicy Zabiałej przy granicy sowiecko - niemieckiej schwytany i po więzieniu we Lwowie wysłany do Starobielska i jako groźny dla Sowietów zesłany do Workuty.
Druga z kolei córka Stanisława Malacha wyszła za mąż za Michała Netrebę- urodzonego w Starym Dzikowie. Rodzice jego umarli w dość młodym wieku, więc nie miał kto zadbać o jego wykształcenie. Wobec takiego faktu przyszły teść postawił warunek. Chcąc zostać zięciem musisz zdobyć wykształcenie leśne. Tak tez się stało. Nowo poślubieni małżonkowie Helena Malach i jej mąż zamieszkali w Czercach koło Sieniawy, gdzie Michał pełnił funkcję leśniczego , bądź gajowego / może uda się to ustalić dokładnie / W międzyczasie pojawił się syn Mieczysław. Sielanka jednak nie trwała długo. W czasie wojny Helena Bronisława - żona Michała zachorowała. Sprawa była na tyle poważna, że wylądowała w jednym z krakowskich szpitali. Niestety poważna wada serca była przyczyną jej śmierci. Została pochowana na cmentarzu Rakowickim. Michał na ile mógł to odwiedzał Helenę w szpitalu, ale obowiązki i opieka nad małym dzieckiem wymagała pobytu w Czercach. W czasie jego nieobecności synem opiekowała się najbliższa rodzina. Michał jako leśnik miał kontakty z AK. Niewykluczone , że wciągnął go w to , kuzyn teściowej gajowy Franciszek Kot ps. Grab. W trudnych czasach powojennych kilka razy otrzymywał nakazy wyjazdu na Ziemie Odzyskane. Nie za bardzo miał ochotę tam wyjeżdżać , były to bowiem czasy niebezpieczne a po za tym nikogo tam nie znał. Podczas tych wyjazdów opiekę nad wnuczkiem sprawowała babcia Józefa Malchowa i jej córka Albina. Po kilku wizytach na Dolnym Śląsku zdecydował się na wyjazd do leśniczówki w okolicach Milicza. Oprócz pełnienia funkcji leśniczego w obowiązkach miał również nadzór nad milickimi stawami, jednym z nich był staw o nazwie Jamnik.
Teraz pytanie - skąd mamy takie wiadomości? Otóż sobie tylko wiadomymi sposobami dotarliśmy do osoby bliskiej Helenie i Michała. Okazało się , że to ich wnuczka. Po początkowo nieufnej rozmowie, doszliśmy do przekonania, że mamy wspólnych znajomych związanych z rodziną Malachów. Wkrótce okazało się, że wnuczka to osoba przemiła, sympatyczna o dużej empatii a nade wszystko ciepła i ujmująca o wielkiej kulturze osobistej. Przegadaliśmy sporo czasu, gdzie wzajemnie dzieliliśmy się wiedzą na temat naszych krewnych. Otrzymałem szereg ciekawych informacji - szczególnie o pobycie Adama Malacha w Argentynie. O tym już następnym razem. Parafrazując słowa z ewangelii św. Mateusza tylko w nieco innym kontekście " szukajcie a znajdziecie '' tutaj sprawdziły się co do joty. Wnuczka Michała w czasie rozmowy użyła takich słów " to chyba cud, że mnie znaleźliście " My tego tak nie postrzegamy i mamy nadzieję, że radość z tego faktu jest obopólna.
Fotografie i skany
Kliknij zdjęcie, aby powiększyć. Przycisk 1:1 pokazuje pełny rozmiar.
Autor: Jan Cieplicki.
Źródło: materiały przekazane do archiwum strony.
Datę publikacji przyjęto z nagłówka przekazanego dokumentu: 26 czerwca 2025 r. Nazwa pliku i folderu wskazuje 29 czerwca.
