Artykuł · Miłkowskie historie

Ogrodzić cmentarz

Jak już wspominaliśmy wcześniej po ustawieniu na Placu Matecznym ołtarza msze odpustowe odbywały się już w bardziej cywilizowanych warunkach. W tym czasie żyło jeszcze sporo dawnych mieszkańców Miłkowa, dla których to wydarzenie było jakby ucztą duchową. Wspomnieniom nie było końca. Dla wielu z nich pójście na cmentarz było moralnym obowiązkiem. Przecież tutaj spoczywają prochy ich rodzin, przyjaciół i znajomych. Historia mówi, że chowano tutaj mieszkańców wyznania grekokatolickiego i rzymskokatolickiego. Tylko nieliczne rodziny organizowały pochówek na cmentarzu rzymskokatolickim w Oleszycach. Dawni mieszkańcy i ich potomkowie utożsamiali się z tymi, którzy wcześniej odeszli i spoczywają w tym poświęconym miejscu. Po mszy masowo wyruszali na cmentarz by zapalić znicz i pomodlić się za dusze zmarłych. Wyprawa jednak nie była łatwa. Najczęściej w okolicach Cerkwiska przechodzono przez Bech ściągając obuwie. Cmentarz dzięki dawnym mieszkańcom został nieco uporządkowany, ale w dalszym ciągu budził swoim wyglądem przykre wrażenia. Pani Zawitkowska, kwestorka, na mszach odpustowych zebrała kwotę, która pozwoliła myśleć o zakupie materiałów niezbędnych do ogrodzenia tego sakralnego miejsca. Swoją pomoc zaoferowało również Nadleśnictwo Oleszyce. Pan Stanisław Zagrobelny jako Nadleśniczy oraz Piotr Puchalski Leśniczy Miłkowa pomogli wyciąć drogę, którą obecnie możemy dojechać do cmentarza. Usunięto kilka drzew, które wyrosły obok mogił i stanowiły niepożądane zaciemnienie. Roboty budowlane podobnie jak wcześniej przy budowie ołtarza wykonywała firma pana Józefa Zawitkowskiego. Inaczej nie mogło być, przecież Mamie i najbliższym się nie odmawia. W dodatku to miejsce samemu wykonawcy jest szczególnie bliskie. Było to już po 2002 roku. To jego ludzie wykonali ogrodzenie i sporządzili napis nad wejściem na teren spoczynku prochów dawnych mieszkańców. W późniejszym czasie wykonano symboliczny nagrobek żołnierzom, którzy zginęli w czasie drugiej wojny światowej. Prace sfinalizowano dzięki Nadleśnictwu Oleszyce. To piękny i wielce symboliczny gest dla tych , których los rzucił w te strony i tutaj broniąc Ojczyzny zakończyli swoją ziemską wędrówkę. Tym Wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do uporządkowania tego miejsca składamy serdeczne podziękowania. Dotyczy to także tych bezimiennych, których nie wymieniliśmy a ich działanie okazało się przydatne. Dobry i miłosierny Bóg niech Wam za to po stokroć wynagrodzi. Z biegiem czasu opiekę eucharystyczną przejęła parafia w Oleszycach. Spore wsparcie wykazał ks. Józef Dudek ówczesny proboszcz wymienionej parafii. Nic dziwnego - to człowiek wychowany w Zalesiu leżącym niedaleko Miłkowa, któremu historia tej wsi była doskonale znana. Nadleśnictwo Oleszyce już wtedy zapewniało katering w postaci grillowanych kiełbasek i kaszanek oraz wody, która pozwalała gasić pragnienie, bo ostatnie dni sierpnia stawały się coraz bardziej upalne. Tak było również w tym roku, za co władzom Nadleśnictwa na ręce Kierownictwa składamy serdeczne podziękowania. Podpowiem, że w osobach obecnego Nadleśniczego pana Tadeusza Maksymowicza i jego Zastępczyni pani Sylwii Dubel możemy liczyć na wielką przychylność w kultywowaniu pamięci o naszym ukochanym Miłkowie. Pamiętajcie Wszyscy ludzie dobrej woli, że macie i będziecie mieć nasz szacunek i uznanie za to co robicie dla upamiętnienia tego wyjątkowego miejsca.

Fotografie i skany

Kliknij zdjęcie, aby powiększyć. Przycisk 1:1 pokazuje pełny rozmiar.

2024r, fot. W.Hołubek
2024r, fot. W.Hołubek

Autor: Jan Cieplicki.

Źródło: materiały przekazane do archiwum strony.

← Wszystkie artykuły i posty
Dopasuj Otwórz oryginał ↗